Z dziennika Pielgrzyma – dzień czwarty (2015 r.)

Dzień czwarty 
Szadek – Widawa (34 km)
Dotarliśmy pokonując dystans 34 km ale pogoda pokonała nas. Przeczesała nasze szeregi równo. Szacun dla służb medycznych. Mieli co robić po drodze. Karetka jeździła na sygnale, co rusz zabierając kogoś z trasy.

Usłyszałam dziś, że tam gdzie kończą się twoje możliwości zaczyna się Boża łaska…

To prawda. Otoczyła nas całkowicie dziś szczególnie. Moje możliwości skończyły się na 25 km drogi… Wypiłam dziś 7.5 l wody… w toalecie będąc raz… reszta wyszła przez skórę. Organizm już przeciążony i potrzebuje dłuższego odpoczynku.

Boli mnie każdy centymetr ciała od kolan w dół. Poranione stopy to nic. Boli wszystko. Nawet dotknięcie. Stopy nabierają dziwnych kształtów i zabiera mi to ostatnie resztki wiary w końcowy sukces…

Intencja trudna to i droga nie mogła być łatwa.

Jeszcze 3 dni.

W Zduńskiej Woli xDarek pięknie nas ugościł obiadem jak zwykle. Dzię-ku-je-my!
Potem już było tylko gorzej. Na postoju w Ptaszkowicach brakło auta z bagażem podręcznym bo musiało służyć za druga karetkę. Ani karimaty, ani wody, ani zestawu do opatrywania stóp…

Miejscowe gospodynie przygotowały słodką herbatę i pyszne ciasto w remizie. Temperatura osiągnęła 34 stopnie a tu same pola. Bateria w telefonie padła chyba od przegrzania.

Jożin za to capnął komuś rower i pojechał do wsi do sklepu przywożąc nam pepsi z lodówki. Jest wieeeelki!
Padam na twarz…

Autor: Maria Zaleska-Jaskot – pielgrzym