Z dziennika Pielgrzyma – dzień piąty (2015 r.)

Droga do Pajęczna (dzień piąty)
Nawet najzdrowszy człowiek odczuje skutki tak długotrwałego marszu. Fenomenem jest to, że podejmując decyzję i wychodzac z domu by podjąć trud drogi jesteśmy tego świadomi. Co więcej… godzimy się na to.
Do tego dochodzą nieprzewidywalne czasem warunki atmosferyczne. W tym roku upał nas zdominował. Bezapelacyjnie.
Ból, którego tu doświadczamy jest wszelaki. Poza stopami bolą różne części ciała. Głowa, mięśnie, ramiona, stawy kolanowe i biodrowe i skóra – spalona słońcem i napinająca się do granic możliwości lub ta z oparzeniami od rozgrzanego asfaltu.
Pielgrzymka i ból to transakcja wiązana… bierzemy garść przeciwbólowych i mimo to idziemy nadal. Ale przychodzi taki moment, że nie jesteś w stanie go unieść. Dziś właśnie tak jest. Łykam łzy bólu i złości. Tu nie da się być twardzielem. Naproxen przestał już działać a zostało jeszcze 20 km… Stawy puchną i czuję jakby ktoś powoli oblewał je betonem. Czy wytrzymam? Czy uda mi się?
“Tak mnie skrusz,
tak mnie złam,
tak mnie wypal Panie,
byś został tylko TY… jedynie TY”
…i to usłyszałam właśnie na Mszy św w Kiełczygłowach.
No właśnie. Czy o to chodzi? Panie Jezu, czy musimy upaść? Kruszysz mnie dziś niemiłosiernie. Doświadczam naprawdę czym jest ból. Tylko nie rozumiem. Przecież nie idę dla siebie. Dla Twojej chwały idę. Wszyscy tu tak idziemy. Dlaczego nas tak doświadczasz? Jesteś dla nas Ojcem. Jeśli się o nas troszczysz to skąd te warunki? Chcę dojść. Nie za wszelką cenę. Ale chcę dojść. Proszę Cię o pomoc. Jak dziecko. Obiecałeś, że zawsze będziesz przy mnie…
Tak. Takie myśli ma pielgrzym, gdy jest na półmetku dniówki a ból zabiera wszelkie nadzieje. Wtedy też myśli mkną do Boga i proszą o siły i ulżenie w bólu. Czasem się z Nim kłócimy. To całkiem normalne. Ale to wszystko jest po coś. Czegoś ważnego się tu uczymy. Bo sami nie osiągniemy nic. Tylko z Nim będziemy mocni! To, że droga trudna, nie oznacza, że nie do przejścia.

Ktoś mi powiedział, że każdy nasz upadek to lekcja równowagi miedzy tym co trudne a tym, co chcielibyśmy mieć czy osiągnąć.

Musimy ufać. Wiem, że to trudne. Ale to nie teoria. To najbardziej praktyczne świadectwo jakie mogę dać. Sama tu tego doświadczam. I tak. Wiem, że są ludzie bardziej cierpiący niż ja. Dlatego się z tym godzę. A swój ból i łzy daję w ofierze. Modlę się nimi za innych. Intencja jest tego warta… I idę dalej bo ufam, że nie pozwolisz mi upaść.
Maria – pielgrzym