Różaniec, czyli moje drugie imię…

Wszędzie mówią, wszędzie piszą o różańcu jak o broni przeciwko szatanowi. Dwa potężne słowa w jednym zdaniu mogą przerazić niejedną osobę. Różaniec bowiem to nie tylko walka, to nie tylko zmaganie się ze złem, ale również idealny sposób na nawiązanie więzi z Bogiem, Jezusem i Maryją. Podczas tej modlitwy nie tyle zmagamy się, co przybliżamy do świata duchowego, ponad ziemskiego. To ona pozwala nam zrozumieć istotę wiary, naszego życia i tego do czego jesteśmy powołani.

Stosunkowo łatwo jest traktować różaniec jako broń. Umyka nam wtedy jego głębia. To niesamowita możliwość jaką mamy tu na ziemi, aby popłynąć w relacji z naszą duszą, a tym samym Jezusem w nas ukrytym. Oczywiście w mojej codzienności często pomaga mi zmagać się z moimi złymi odczuciami, negatywnymi wspomnieniami, lękami, ale wciąż widzę w tym coś więcej niż pomoc w walce ze złem. To naprawdę POTĘŻNA siła jaką możemy wykorzystywać do zbudowania czegoś bardzo trwałego tu na ziemi. Jak to mawiał Tomasz a Kempis:

Pewnego dnia zobaczysz, że utraciłeś wszystko, co z siebie umieściłeś w ludziach poza Jezusem.”. Dzięki różańcowi to „umiejscowienie” jest możliwe.

Dzięki niemu możemy pozostawić na świecie coś więcej niż swoje ciało. Możemy zmienić świat, bo możemy zmienić siebie na lepsze, swoją duszę, która będzie drogowskazem dla innych. Możemy zmienić swoją modlitwą kogoś, skierować ku Bogu, otworzyć Jego serce, pomóc mu żyć w wieczności, być dla niego niewidzialnym wsparciem. Możemy zmienić bieg historii, bo w tym jest poświęcenie czasu, energii i myśli na rzecz Boską. Różaniec to takie światełko w mojej codzienności, które pozwala zapalać inne światełka, jedne bliżej, drugie dalej.

MOJE DOŚWIDCZENIE
Moje osobista historia z tą modlitwą zaczęła się jakiś rok temu. Do tamtego czasu nie wyobrażałam sobie jak można mówić choć jeden różańczyk dziennie. Trudno mi było skupić się podczas jednej dziesiątki, a co dopiero pięciu. Nie słyszałam jeszcze wtedy o nowennach, pompejankach i innych cudach. Nie wiedziałam nawet jak do końca się go odmawia. Piszę o tym wszystkim, abym Wam i sobie uświadomić jak bardzo wszystko się we mnie zmieniło za sprawą tej modlitwy. Kojarzyła mi się tylko ze starszymi Paniami, powagą i monotonią. Nie było tam błysku, a już na pewno radości.

Pewnie zastanawiacie się jakim cudem w ogóle sięgnęłam po te koraliczki. Ku mojemu zaskoczeniu zaczęłam (nie owijając w bawełnę) z grubej rury. Kiedy w moim życiu nie działo się za dobrze i chciałam coś zmienić, stwierdziłam, że nic nie zaszkodzi rozpocząć nowenne…. pompejańską. 3 różańce dziennie przez 54 dni w jednej intencji, dużo czasu i poświęcenia, dużo wysiłku. Tak wtedy to wdziałam. Bardzo, ale to bardzo nie chciałam tego robić, nie widziałam w tym sensu, nie widziałam mocy, ale jakiś cudem rozpoczęłam w ogóle nie rozumiejąc istoty i sensu tej modlitwy.

Jednak zanim się obejrzałam moje życie się zmieniło, a ja razem z nim. Nie wiem kiedy, nie wiem skąd przyszło przebudzenie, olśnienie. Z początku bardzo mechanicznie i z powinności klękałam, spacerowałam, chodziłam, leżałam przewracając kolejne koraliki. Poznawałam kolejno i powoli tajemnice radości, światła, boleści i chwalebne, które do tej pory były mi obce.

Po pewnym czasie, paru tygodniach, wszystko zaczęło nabierać kolorów, a koraliki sensu. Poczułam w  sobie światełko, wiedziałam już, że to nie jest puste klepanie i odmawianie w kółko tego samego. Wiedziałam, że to co robię ma moc. Dosłownie tak czułam, jakby działa się we mnie boska moc. Miałam ochotę iść do wszystkich i mówić o ogromnej sile tej modlitwy i o tym, jak wiele z nas co do niej się myli, jak bardzo traktujemy ją mechanicznie, zamiast poszukać w niej głębszego sensu.

Zorientowałam się, że jest to kontemplacja, przybliżająca moją duszę do Jezusa. Czułam i czuję z Nim ogromną bliskość. To jest mój kochający przyjaciel. Podczas odmawiania „Zdrowaś Maryjo…” płynęłam myślami gdzieś daleko wgłąb siebie, poznając Ducha Świętego i jego tchnienia. To za jego sprawą piszę, to za jego sprawą kocham, uśmiecham się i raduje. To on przyczynia się do każdego napisanego tekstu, również (szczególnie) do tego. Teraz to nie piszę ja, to odmówione wcześniej różańczyki pozwalają mi otwierać moje serce i umysł. To co piszę to nie jest mój wymysł, to jest owoc przepięknej modlitwy i kontemplacji, którą rozpoczynam każdy swój dzień i na którą poświęcam czas. Dzięki niemu się uspokajam oraz znajduje sens mojej codzienności.

Moja historia rozpoczęła się rok temu i dziś czuję jakby różaniec był moim drugim imieniem. Dla niektórych to dość sztywne, ale dla mnie piękne. Tam kryje się moc i siła, ale przede wszystkim ogrom miłości, który później mogę przelewać na innych. To jak ładowarka do pokory i miłosierdzia, do poznania siebie i otwarcia swojego serca. Jeśli czujesz, że w Twoim życiu jest nie tak jak być powinno, nie wiesz, w którą stronę iść, co zrobić, nie jesteś szczęśliwy… to łap za różaniec i bez wymówek. TO NAPRAWDĘ DZIAŁA CUDA NIE DO OPISANIA 🙂

Nie na siłę, najważniejsze to podjąć tą decyzję w wolności, z miłości do siebie, drugiego człowieka i Boga. Nic co na siłę, nie przyniesie takich skutków, jak działanie w pełnej wolności. Znajdź tą wolność do różańca w sobie. Bogu nie zależy na więźniach, a na wolnych strzelcach lgnących do Niego. Obecnie, tak właśnie się czuję. Nieważne czy dzień, czy noc, ja zawsze mam w główce różańczyk, który mnie prowadzi. To jest mój sposób na kontemplacje ciszy i mądrości natury, kontemplacji Bożej, niezwykłej miłości. Zabieram go wszędzie ze sobą: autobus, praca, rower, podróż, pociąg, spacer, pielgrzymka, wyjście ze znajomymi, czy spotkanie rodzinne. Jest zawsze w torebce, bo to moja miłość i już nic na to nie poradzę 🙂

Na koniec, chciałabym Was serdecznie zachęcić do tej pięknej modlitwy. Dla mnie szczególne znaczenie mają dwie nowenny: pompejańska oraz do Matki Bożej rozwiązującej węzły. Doznałam ich potężnego działania w moim życiu, więc z czystym sercem polecam.
Jeśli masz jakieś pytania, wątpliwości, chcesz usłyszeć więcej, napisz do mnie, a z wielką przyjemnością pomogę Ci odkryć więcej i więcej.

Margaritka – pielgrzym, blogger http://www.organmyslenia.pl/