Polak w drodze

Prognozy na sierpień są bardzo obiecujące: pogoda ma być piękna i słoneczna. Dla wielu ludzi będzie to czas szczególnego wędrowania: z plecakiem na ramieniu, z uśmiechem na twarzy, z różańcem w ręku – będą wędrować ku Jasnej Górze.

Pielgrzymowanie na Jasną Górę jest bez wątpienia swoistym fenomenem w skali świata. Jasna Góra mieści się w pierwszej dziesiątce ośrodków pielgrzymkowych nie tylko chrześcijaństwa, ale w ogóle wszystkich religii. Jest jedynym chyba w świecie sanktuarium, które ma tak ogromny zasięg przestrzenny pielgrzymowania. Długość niektórych tras sięga ponad 600 kilometrów, a czas pielgrzymowania przekracza 3 tygodnie. Uczestnicy kaszubskiej pielgrzymki z Helu mają do pokonania 638 kilometrów! I co ciekawe, do tej najdłuższej pielgrzymki chętnie przyłączają się ludzie z miejscowości mniej oddalonych od duchowej stolicy Polski.

Przed Uroczystościami Matki Bożej w Alei Najświętszej Marii Panny tworzą się wielokilometrowe kolejki pielgrzymów. Niepowtarzalna to atmosfera, gdy utrudzeni pielgrzymi  śpiewają i cieszą się, że osiągnęli cel pielgrzymowania.

Szaleństwo?

Idą w pielgrzymkach ludzie głęboko wierzący i poszukujący. Idą z sercem pełnym wdzięczności, ale także w strapieniu i cierpieniu.  Idą ludzie w różnym wieku, ale w większości młodzi.  Jak to możliwe, że w świecie wygodnictwa, szukania przyjemności i korzyści, właśnie ci młodzi, decydują się iść setki kilometrów, kiedy w domu jest nieraz kilka samochodów. Czym wytłumaczyć, że gdy wszystkim się spieszy, oni wyruszają w drogę na kilka czy kilkanaście dni? Jak zrozumieć, że w czasach, gdy ciągle jesteśmy atakowani wiadomościami, iż wiara przeżywa kryzys, ludzie gotowi są iść na Jasną Górę? Kto zrozumie młodych ludzi, bardzo wygodnych, którzy zostawiają swoje wygodne łóżko, telewizor i komputer i decydują się na spanie w szkole czy w remizie, na podłodze lub w stodole na sianie? Czym wytłumaczyć ludzi ceniących sobie wolność i niezależność, dobrowolnie podporządkowujących się surowemu niejednokrotnie regulaminowi pielgrzymki?

Czy nie jest to zwykłym szaleństwem w rozumieniu świata? I na to szaleństwo decyduje się każdego roku około 200 tysięcy ludzi, w ogromnej większości właśnie młodych. Niełatwo to zrozumieć bez wiary.

Najważniejsze niewidoczne dla oczu

To stwierdzenie jest szczególnie trafne w odniesieniu do pielgrzymki. Relacje świeckich mediów ukazują pielgrzymkę jako obóz wędrowny: strój pielgrzymów, używany przez nich podczas wędrówki sprzęt turystyczny, sposób odżywiania się czy wypoczynku. Wiele relacji na tym obrazie się zatrzymuje. Świadectwem tego są chociażby informacje w prasie, prezentowane według ustalonego schematu: wczesne wstawanie, bolące  nogi, padający deszcz lub palące słońce… Czasami jest szukanie sensacji – że na pielgrzymce były narkotyki lub tekst o dziewczynie, która z pielgrzymki wraca w ciąży.  Panująca w mediach niepisana cenzura, zwana „poprawnością polityczną”, zabrania pisania o tym, że ludzie młodzi się modlą, że korzystają z sakramentów, że szukają źródeł nadziei. Świeckie media tworzą mocno zafałszowany obraz pielgrzymki i tego, co się na niej dzieje.

Pielgrzymka bowiem to nie tylko to, co widać na zdjęciach i w telewizyjnych migawkach. Pielgrzymka to przede wszystkim modlitwa: codzienne nabożeństwo godzinek – od tego zaczyna się dzień, codzienny Różaniec i Koronka do Miłosierdzia Bożego, konferencje. Pielgrzymka to czas wielu wyrzeczeń i okazywania dobra innym ludziom. Pielgrzymka to również podejmowanie szlachetnych zobowiązań, jak Krucjata Różańcowa w intencji prześladowanych chrześcijan na Bliskim Wschodzie, czy zobowiązanie do podjęcia dzieła Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego.

Jedynie Panu Bogu znane są trudy i wyrzeczenia, najpiękniejsze przeżycia i postanowienia wyniesione z uczestnictwa w pielgrzymce. Wielu uczestnikom Pielgrzymka pomogła wyzwolić się z nałogów.

Duch i ciało

Pielgrzymka to ogrom przeżyć i wzruszeń ludzi w kolejnych mijanych miejscowościach, gdzie na poboczach stoją życzliwi pielgrzymom mieszkańcy nie tylko ze szklankami herbaty i kanapkami, ale też ze łzami w oczach, proszący niejednokrotnie „Pomódlcie się za nas u Maryi…” Doświadczony pielgrzym wie, że idzie nie tylko dla siebie, ale i dla ludzi, których spotka na swojej drodze i rozumie, jak ważne jest to posłannictwo.
Ponadto pielgrzymka to również stała obecność kapłanów, niosących posługę słowa i sakramentu.
Dopiero dostrzeżenie wymiaru duchowego pozwala odróżnić pielgrzymkę od obozu wędrownego. Spojrzenie przez pryzmat wiary daje szansę zrozumienia wielu niezwykłych przeżyć, cudownych przemian i nawróceń. Widziałem w czasie pielgrzymek wiele: nawróconych zatwardziałych grzeszników, widziałem jak dobre słowo i kubek z wodą do picia kruszy barierę samotności; widziałem stopy nadające się do szpitalnego leczenia, które niosły dalej. Widziałem ból i zmęczenie, ale również radość i zachwyt. Byłem świadkiem upadków i nawróceń.
Byłoby naiwnością sądzić, że do Częstochowy idą sami aniołowie, a zresztą i oni nie byli wolni od pokus i nie wszyscy z nich wychodzili zwycięsko. W tak wielkich zbiorowościach – wszystko ma miejsce – i świętość, i grzech. Zdecydowana większość to jednak ludzie ukierunkowani na poszukiwania duchowe, a przynajmniej pozytywnie nastawieni do trudów i wyrzeczeń. Każdy chyba na Jasną Górę wchodzi inny niż wyrusza z domu.

Fenomen pielgrzymowania

Teologowie i socjologowie, patrząc na ogromne rzesze pielgrzymów zdążających na Jasną Górę stawiają sobie pytanie, jak w dobie wygodnictwa wytłumaczyć ten fenomen? Trudno odpowiedzieć jednoznacznie – czy głębokie motywy religijne, czy też ciekawość, chęć przeżycia pewnej przygody, cele krajoznawcze? Może w niejednym pielgrzymie te motywy się przeplatają, a może z innym motywem wyrusza i z innym wraca. Bywa, że człowiek przychodzi na pielgrzymkę, jak na ciekawą przygodę wakacyjną, czy jakiś rajd, a w czasie pielgrzymki odkrywa zupełnie inne wartości, przede wszystkim Boga. Nie zawsze wszystko powiedzą ankiety i wywiady. Wydaje się, że prawdziwe motywy kryją serca.
Dla owocnego pielgrzymowania potrzeba jasnego określenia, co zadecydowało o wyruszeniu w drogę. Dlaczego tu się znalazłem?  Ktoś powiedział, że pierwszy dzień decyduje, jakie będzie całe pielgrzymowanie, zarówno w wymiarze osobistym, jaki całej drogi.  Te pierwsze kilometry, pierwsze razem spędzone godziny marszu i chwile odpoczynku wytwarzają specyficzny styl każdej grupy. Wtedy właśnie potrzeba jasnego określenia, czym jest pielgrzymka, czego pielgrzym ma prawo oczekiwać od wspólnoty i czego wspólnota ma prawo oczekiwać od każdego z uczestników.
Aby uczestnik stał się autentycznym pielgrzymem powinien w pierwszym rzędzie mieć religijną motywację wędrowania. Musi w pełni zaakceptować program religijny realizowany w drodze. Potrzeba, aby wszelkie niedogodności i ciężary drogi, zmęczenie, warunki sanitarne i noclegowe, wyżywienie, przyjął w duchu pokuty. Musi zdobyć się na posłuszeństwo wobec poleceń przewodników i podjąć trud wzajemnej służby i wysiłek budowania wspólnoty.
Jest to ogromne zadanie także dla kapłanów – przewodników.  Ktoś porównał ich rolę do funkcji kapitana statku, który już przez samą swą obecność na pokładzie mobilizuje i podtrzymuje na duchu całą załogę, który nie obawia się stawiać wymagań i trzyma właściwy kurs. Od osobistego przykładu księdza, zaangażowania i posługi słowa, zależy bardzo wiele.

Stare i nowe

W dawnych czasach mocno akcentowano sens pokutny i przebłagalny pielgrzymowania. Słowo pątnik znaczyło niejako automatycznie pokutowanie za swoje grzechy i za grzechy innych. W czasach nam bliższych, zwłaszcza w latach osiemdziesiątych, akcentowano manifestację wiary. Była w tym przekorność wobec władzy walczącej z Kościołem; manifestowanie siły, solidarności i niezależności. Takie nastawienie miało wielką siłę przyciągania.  Pielgrzymka była też sposobem na w miarę atrakcyjne spędzenie części wakacji, na przeżycie pewnej przygody we wspólnocie rówieśników.
Inna też była religijność. Wszyscy mieli świadomość, że pielgrzymka ma charakter religijny. Dużo było modlitwy – codziennie cały różaniec, Godzinki, Droga Krzyżowa, konferencje religijne i bardzo dużo wspólnego śpiewu. W czasie modlitwy było nie do pomyślenia, by ktoś zajmował się czymś innym. Konferencje były słuchane w skupieniu i milczeniu. Nikt się z tego nie wyłamywał. Nikt się nie buntował przeciwko obowiązkowym długim spodniom i spódnicom.

Na przestrzeni ostatnich lat wiele zmieniło się w świecie i mentalności ludzi, zwłaszcza młodych. Zmieniają się obyczaje.  Zmienia się też sposób przeżywania wiary, modlitwy, duchowe potrzeby.  Miejsce różańca zajęła komórka, a pierwszym pytaniem na noclegach jest pytanie o prysznic i dostęp do internetu.
I chociaż na pielgrzymce nadal występują wszystkie elementy dawnego pielgrzymowania, to chyba pielgrzymki nie są już takie same. Dzieje się tak głównie, dlatego, że inna jest młodzież, która stanowi zasadniczy trzon pielgrzymki.  Wydaje się, że dziś trudniej pielgrzymować niż chociażby 20 lat temu. Wpływa na to niczym nieskrępowana wolność, łatwy dostęp do dóbr materialnych i rozrywki, wygodnictwo. Przewodnicy pielgrzymek mówią o nastawieniu konsumpcyjnym uczestników. Brakuje inicjatywy i zaangażowania. Czasem wydaje się, że młodzi oczekują tylko, by ksiądz czymś ich zainteresował czy zabawił. Mimo dobrego nagłośnienia, miejsce wspólnego śpiewu zajęła grupa śpiewacza. We wspólną modlitwę nie wszyscy się włączają. Nierzadko w czasie różańca różne grupki rozmawiają ze sobą i żartują. Konferencje, nierzadko bardzo przecież dobrze przygotowane, nie są słuchane z należytą uwagą, nie ma dyskusji po ich wygłoszeniu.

Pielgrzymka czy wędrowanie?

Dużym niebezpieczeństwem jest traktowanie pielgrzymowania jako celu samego  w sobie. Widać to chociażby w popularnym zawołaniu „Idziemy na pielgrzymkę” – zamiast „Idziemy do Matki Bożej”. Nie jest to tylko słowne znaczenie. Wprawdzie samo pielgrzymowanie ma wielką wartość, ale nie może być jedynym celem, bo traci swój sens. Śmiem twierdzić, że wielu pielgrzymów nawet nie wejdzie w progi kaplicy Cudownego Obrazu lub najwyżej przemknie tam pośpiesznie, bo wielość uczestników nie pozwala nawet na chwilę zatrzymania i modlitwę, nie mówiąc o pozostaniu na uroczystości odpustowe. Chyba niebezpieczny jest zwyczaj, który polega na takim traktowaniu pielgrzymki, której jedynym celem jest dotarcie na Jasną Górę. Czy nie tracimy tego, co najważniejsze? Czy nie jest to podobne do biegu maratończyka, który włożył wiele wysiłku w trening, osiągał dobre wyniki i poprzestał na przedbiegach?
W tym kontekście szczególnego znaczenia nabierają takie pielgrzymki, jak sieradzka czy kaliska, które zostają na uroczystościach odpustowych i pieszo wracają do parafii. Daje to możliwość spokojnej modlitwy w sanktuarium i utrwalenia duchowych wartości w drodze powrotnej.
Po zakończeniu pielgrzymki zaczyna się jeszcze domowy egzamin. Zderzenie nowych przeżyć ze starą rzeczywistością, z ludźmi, którzy pamiętają nas z przed pielgrzymki, ze starymi nawykami.  To jest prawdziwe wyzwania i sprawdzian, na ile utrwaliliśmy sobie pielgrzymkowe nauki.

Zmierzch pielgrzymek?

Czy można mówić o kryzysie pieszych pielgrzymek?  Chyba nie, chociaż wydaje się, że apogeum liczebności pieszych mamy już chyba za sobą. Zmniejsza się liczba młodzieży. Nie zmienia to jednak faktu, że ten fenomen trudnego, wielodniowego wędrowania do Matki Bożej, jest ogromnym wyzwaniem dla duszpasterzy. Nie można zmarnować tej wielkiej duszpasterskiej szansy. Bo pielgrzymka taką wielką szansą jest.
Na pielgrzymce są w ogromnej większości ludzie dobrej woli, otwarci na duszpasterskie oddziaływanie. Klimat sprzyja budowaniu wiary. Nawet, jeżeli wśród pielgrzymów idą pobożni turyści, których bardziej niż potrzeby religijne pochłaniają motywy krajoznawcze, to przecież przez kilka dni są w klimacie duszpasterskiego oddziaływania i jest szansa zmienić ich nastawienie.  Trzeba dostrzec i zaakceptować wszystkich, bo może jest to jedyna szansa, by doświadczyli wspólnoty Kościoła.
Potrzeba też wspierania pielgrzymów, aby nie tylko dobrze przebyli drogę ku Jasnej Górze, ale także drogę w głąb swojego serca. Aby celem nie stało się pokonywanie kolejnych kilometrów i pokonywanie słabości ciała, ale umocnienie wiary przez skupienie, modlitwę, rozważania, wspólny śpiew, otwarcie na Boga i na bliźnich.
Największym chyba niebezpieczeństwem jest pokusa, zamieniania pielgrzymki w pobożny pieszy rajd. Ta pokusa bliska jest pielgrzymom, którzy chcą, aby było miło i przyjemnie, bez większych wymagań, ale  zagraża również przewodnikom grup. Oczywiście, element turystyczno-towarzyski jest w takim wędrowaniu bardzo istotny, ale nie może on stać się celem wędrowania. Pielgrzymka jest szansą, aby pobożnych turystów przemienić w autentycznych pielgrzymów.  Aby ten cel osiągnąć, niezbędna jest właściwa formacja kapłanów i przewodników pielgrzymek.

Przewodnik Katolicki   
Polak w drodze
autor: ks. Tadeusz Miłek

Źródło: http://www.przk.pl/